droga spowita i drzewa okryte prześcieradłem porannej mgły.
wszystko, co przed nami wygląda dziś jak niedokończony rysunek na białej kartce.
z rozmytej szarości przetaczający się w kobierce bieli.
/na podłodze w pokoju są plamy po słodkiej herbacie.
rozdzielam się na części, by mniej tęsknić. półmartwymi nadziejami wnikam w dywan.
w zapałkowym ogniu szukam ciepła ramion.
gwiazdy wchodzą mi pod powieki z obietnicą telewizyjnego spełnienia, by potem mógł poranek wysnuć je przezornie. markotnością twojego spojrzenia kopulującego ze śmiechem błękitu.
środa, 30 grudnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz