środa, 30 grudnia 2009

83.

droga spowita i drzewa okryte prześcieradłem porannej mgły.
wszystko, co przed nami wygląda dziś jak niedokończony rysunek na białej kartce.
z rozmytej szarości przetaczający się w kobierce bieli.

/na podłodze w pokoju są plamy po słodkiej herbacie.
rozdzielam się na części, by mniej tęsknić. półmartwymi nadziejami wnikam w dywan.
w zapałkowym ogniu szukam ciepła ramion.
gwiazdy wchodzą mi pod powieki z obietnicą telewizyjnego spełnienia, by potem mógł poranek wysnuć je przezornie. markotnością twojego spojrzenia kopulującego ze śmiechem błękitu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy