było 10 rozpalonych świeczek, woskiem oblepione palce, herbata rozlana na podłodze i ubraniu. zapach choinki roznoszący się po całym domu. swąd świąteczny.
schowana w tą ciszę zasznurowaną twoimi wargami, coraz mocniej jestem niepoukładana. rozlazła między koszmarem dnia i snem nocy. jestem rozjebana we wspomnieniach. w drobnych gestach rozcierających granice ambiwalencji. w każdym szczególe i zapachu.
pustawo w czterech ścianach. szyderczo rzucających pomarańczą na turkus. w kieszeni chowam ciepło słów. i ogrzewam nim dłonie. wypalam wszystkie zapałki i chowam wszystkie do pudełka, pełnego popiołem.
wszystko układa się w kształt samotnych pomruków schowanych pod poduszką przesiąkniętą twoim obrazem, malowanym przez sny.
środa, 23 grudnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz