piątek, 18 grudnia 2009

77.

niedomówienia, które mówiły za dużo.
mam ochotę usiąść i już nie płakać więcej. tak między ulicami, w cieniu, w ciszy się schować. przy świetle księżyca wyżłobić anioła w śniegu.

pożegnania ze snami. te chore od łez i wpychające w objęcia pierwszego napotkanego człowieka.
nie wiem w czym tkwi problem. niezdecydowaniem maluję rzęsy. niebiem krzyczącym wspomnieniem błękitu, na którego dnie chciałabym dostrzec odbicie swoich oczu.

pomimo nijakich dni i tej szarzyzny, czas ucieka szybko. wdrażam się w schemat dni. wyłamując się z niego czasem i wystawiając się tym samym na niewygodne myśli wylęgające się we mnie.
dzisiaj mogę schować się pod peleryną nocy. policzyć wszystkie gwiazdy na niebie i myśleć, że jesteś, jak kiedyś.

moja empatia wskakuje na wyższy poziom. co za absurd!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy