w nowy rok weszłam powoli, głaszcząc i balsamując moje potknięcia.
urodziłam się znów, w pudełku zapałek, okryta popiołową szarością rozsypanych chwil. ułożona wzdłuż.
z małymi dłońmi pachnącymi nieużywaniem. z przekonaniem, że zginę uduszona własnymi łzami.
dzisiaj oddycham, rozrywana przez obawy. przez sępy spojrzeń. przez przeszłość, która napatoczyła się tuż obok równo o północy. w tej samej ciemnej kurtce.
nie czuję nowego roku. nic nie czuję. nic się nie zmieni. pesymizm we mnie tańczy.
kolejny rok na tym samym przystanku.
piątek, 1 stycznia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz