piątek, 1 stycznia 2010

84.

w nowy rok weszłam powoli, głaszcząc i balsamując moje potknięcia.

urodziłam się znów, w pudełku zapałek, okryta popiołową szarością rozsypanych chwil. ułożona wzdłuż.
z małymi dłońmi pachnącymi nieużywaniem. z przekonaniem, że zginę uduszona własnymi łzami.
dzisiaj oddycham, rozrywana przez obawy. przez sępy spojrzeń. przez przeszłość, która napatoczyła się tuż obok równo o północy. w tej samej ciemnej kurtce.

nie czuję nowego roku. nic nie czuję. nic się nie zmieni. pesymizm we mnie tańczy.
kolejny rok na tym samym przystanku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy