poniedziałek, 14 grudnia 2009

75.

siedzę teraz bezradnie przed ciepłym monitorem, przy żółtawym świetle żarówki. z krzykiem schowanym pod językiem. z chwilami, którym nie pozwoliłam się narodzić i chowam wszystkie twoje spojrzenia do dziurawej kieszeni z której wyciekają mi roznegliżowane chwile.
słowa rozrzuciłam na poligonie wymówek, strzępów wyrzutów sumienia ubranych w krzywy uśmiech przyklejony do twarzy.
z poaborcyjnym szczęściem owijającym mi niespełnienia. w kosmyki brązowych włosów, potarganych dzisiejszą ciszą źrenic wplątuję chmury przyziemności, rozejm dla walczących myśli.

wywlekam z siebie sny, które zabite codziennością są zmartwychwstającym chrystusem, którego chcę pogrzebać zdrowym rozsądkiem. spluwam wzrokiem na twarz człowieka przed lustrem i rzucam kilkoma kurwami pękniętymi kącikami ust.
jestem uwikłana w pajęczynie twojego kroku. na domiar złego coraz mocniej prześladuje mnie ból głowy i żołądka, który w perspektywie najbliższych miesięcy maluje się wizytą u lekarza, której chcę uniknąć.

herbata. książka. nienawiść i rozdrapywanie zaschniętych wydzielin wrzasków.
i znów udawanie od nowa. kurwa, przedstawienia zawsze mają swój koniec, mamusiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy