na twarzy ślady mrozu. tęsknota schowana w mokrych śniegiem rękawiczkach.
ciepło twoich dłoni wytwarza swoistą parę, ulatniającą się i spowijającą całe miasto.
obłapiam ją w jej chwilowym zawieszeniu nad moją głową i spoglądam z żalem wdzierającym się pod powieki jak wycieka mi pomiędzy palcami.
poranki przesiąknięte wspomnieniami snów. pachnące oczekiwaniem. na dzień. na widmo snu.
nieświąteczna jestem. zupełnie.
rozklekotana, jak stary fotel z ciemnego poddasza. taki skrzypiący i oblepiony warstwami kurzu.
posłusznie moknący od ciemności kąta. podgryzany przez gryzonie mamione wilgocią pomieszczenia. pomieszczenia mokrego od łez wyduszanych przez samotność.
poniedziałek, 21 grudnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

love ;*
OdpowiedzUsuń