lubię wczoraj. oglądam film w kinie kameralnym. to tak, jakbyśmy zrobiły wycieczkę w czasie i przeniosły się do poprzedniego wieku, wygodnie usadowione w starych, skrzypiących fotelach.
później prosto i klasycznie przesiaduję w parku z aleksandrą, aż dopadnie nas wieczór.
"- Rozmowy ludzi to jest taki McDonald's.
Szybko zjeść i nie stać za długo w kolejce.
- Dokładnie. Ludzie myślą, że się najedli a zeżarli jakieś gówno.
Myślą, że porozmawiali, a pieprzyli głupoty. "
potykam się o słowa krocząc po brzegu kubka wypełnionego twoim zapachem. niepewnymi pociągnięciami maluję rzęsy i niezdarnie pozbawiam się porcji mojej grzywki.
moja twarz jest równie blada, co ściana w piwnicy, a usta równie czerwone jak krew przelewająca się w żyłach.
nie widzę. nie chcę. nie czuję. zieleni wyglądam ze spektakularnym jękiem kurczących się źrenic napastowanych przez światło. obłapia mnie, mimo wszystko, nie-marudny humor złowiony w dniu wczorajszym i soboty wyczekuję.
niedziela, 22 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz