środa, 11 listopada 2009

50.

patrzę łzawo, by być w twoim życiu na te wszystkie ulice, tramwaje nie nadjeżdżające o czasie, półnagie marzenia schowane pod cienkim prześcieradłem listopada.
palcem dotykam spękanych warg, przykrywam całą prawdę z nich zebraną pod szarymi rękawiczkami.

i znowu rozmydlam się w rozczarowaniach i ludziach, którzy są ich przyczyną. popołudniami zawijam w kłębek to wszystko i ciskam gdzieś z nadzieją, że nigdy ich nie odnajdę. w półcichości wieczoru tułam się ulicą oświetloną mglistym pomrukiem latarnii, czuję kroplę zimna na zamkniętych powiekach.

herbatę piję, błądzę wzrokiem po cegłach, kreślę plany w jaźni, rozmyślam o wszystkim i niczym.
dryfuję w bezkresie tego dnia, w bezkresie zapachu.
tonę w nieprzytomności ostatnich tygodni, męczę się mijającym czasem, piskiem poranków i zdeptanych słów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy