piątek, 13 listopada 2009

52.

w markotnie zerkającym, przeziębionym życiu siedzę.
możesz sobie wyobrazić całe ciało pokryte białym puchem, herbatę z wódką jedną dla mnie na rozluźnienie, dwie dla Ciebie na odwagę w małym domu, gdzieś pomiędzy stanami świadomości, myśli samoistnie wirujących nam nad głową, wiosną za to pole żonkili okalające każdy skrawek naszej utopii zza okna, latem wieczory i noce spędzone na pomostach, jesienią zabawy w stertach pożółkłych liści.
obrazy z głowy, senne obrazy, które to u schyłku dnia tworzę, po czym zostawiam je same, kiedy to same żyją, nieokiełznane.

na 'marinę' mam ochotę, okładka wzbudza we mnie tylko apetyt na jej zawartość.
nadchodzi drzemka jesienna - zniknę, po cichu. zabobony wczesuję w rozmemłane piątko-trzynastkowe myśli, oczy mam opuchnięte, z rana od niedospania, wieczorami od łkania nad owym przeklętym dniem.
nie fałszywych spojrzeń i udawanej troski i epizodycznych przyjaciół mi potrzeba, a bluesa, ulicy pełnej półcichości i półmroku i poezji ulubionej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy