środa, 4 listopada 2009

48.

niebo płacze białym puchem w szpary chodnika. ulica miłości, nie ma co. światło latarni wdzierające się do ciemnego pokoju.

moja ulubiona piosenka, moja ulubiona pora roku, mój ulubiony uśmiech, mój ulubiony zapach, moja ulubiona niewinność. moja nuda odziana w bóle nadchodzącego przeziębienia.

baraszkuje we mnie nadzieja, krzątają się pomysły, chyba znowu czuję się pociesznie. tylko smutno bywa, kiedy pomyślę sobie, że w ówczesnych czasach człowiek bardziej przypomina mi automat z gorącą czekoladą.

wchłaniam jak gąbka poezję Morrisona. sycę się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy