deszcz wlewa się powoli w szpary ulicy. na powiekach mam jego dwie krople, a na głowie fryzurę pod lata pięćdziesiąte. mam na sobie kolor brązowy i jesienna jestem. dzień chowa mi się w kąt jasnego pokoju, wypełnionego cichym pomrukiem żarówki. duszno i mdło mam pod skórą, a na ramionach pył nieużywania. lubieżne myśli przylepione mam do siebie, myśli o ucieczce do miejsca, które nazwałabym niesamowitym i przelewałabym je potem w sobie, razem z krwią.
jestem problemem - tylko aż - bo milczenie obłapiam w jego szalonym locie i o słowa się potykam. pod językiem chowam prawdę, rozpryskującą się na miliony, miliardy kawałeczków, chaotycznie i niepewnie. nie po drodze Ci, by wysnuć je z pod ciężaru półcichości.
zrób coś, bo nie chcę już wstawać o drugiej nad ranem ze strachem i kurewską czerwienią przyklejoną do powiek, bo ten dzień zgniótł mnie subtelnie i sen mnie rozrywa i naprzykrza się.
to wszystko jest trudne, nie chcę już czekać.
wtorek, 24 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz