dotykam się w okolicach klatki piersiowej i czuję jak serce przestaje bić, gdy pomyślę o tych wszystkich samotnych brzaskach i wieczorach, w które wplątuje mi się ta tęsknota do uśmiechów, ramion.
pół-ciche markotnie i chłodno pachnące dziś. z Aleksandrą przesiaduję w ulubionym miejscu w tym mieście o ulubionej porze roku. czerwona szminka na ustach i ziąb niosący ze sobą całe czternaście lat i dziewięć miesięcy, w których chorowałam od wspomnień. bo ze wspomnieniami jest tak, że wychodzą na ciało i egzystują sobie, jak pasożyty.
potrzeba mi trochę.
trochę zapomnienia, uścisku, zapachu i bluesa, bo czuję, że jestem chłodna, niepoukładana i rozrywana przez sępy twojego wzroku i milczenia, które przed snem puka nieustannie w moje powieki. nie-rzeczywiście osądzam ten błękit i gubię się znowu za rogiem twojego spojrzenia.
wyspałam się dzisiaj, choć śniłam co nieco.
- przyszedłeś się ze mnie śmiać, czy do mnie uśmiechać? odpowiedz.
- tak przyszedłem. nudno tu, nie? widziałem cię wczoraj jak przyjechałaś na oddział.
- widzisz tutaj kółko?
- no nie, bo zamazałaś.
- bo to było wczoraj. i nie ma. jest tylko dziś. lubisz dziś?
- znaczy, chodzi ci czy dziś jest okej?
- musisz lubić dziś, to dziś ciebie polubi. a o wczoraj zapomnij, to ono zapomni o tobie.
- niezłe, a o jutrze też coś masz?
- o jutrze nie wolno. ono nie jest nasze. o świcie do każdego przyjeżdża wóz i przywozi mu jego jutro. ale wcześniej nie wolno tego dotknąć, bo nie wiadomo, czy będzie twoje. a teraz co widzisz? - kwiatek.
- czyli co to jest? naprawdę nie wiesz?
- no nie..
- to jest nasze spotkanie. wiedziałam że do mnie przyjdziesz i narysowałam kółko. jakbyś się ze mnie śmiał albo byś mnie uderzył, to bym je po prostu zamazała.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz