sobota, 28 listopada 2009

64.

namacalnie na huśtawce doznaję wniebowstąpienia z Aleksandrą, klasycznie piątkowo, wspólnie.
przemarzam i przeszywa mnie jesień. strumienie deszczu tańczą pod światłem lampy na ulicy.

teraz słyszę pośniadaniową ciszę, efekt cudownego wyspania się.
o dłoniach. o pociągu. zapamiętałam sen przelewający mi się dzisiejszej nocy.

wyczekuję szesnastej, by znowu zapominać na kilka godzin wtłaczając do swojej głowy muzykę i chmury papierosowego dymu, potykając się o plastikowe kubki po piwie.

zawsze chciałam zachować wszystkie myśli, w kalejdoskopie życia. mimowolnie wyparowywały, by powracać wskrzeszone cichością spojrzeń przecinając mnie w skroś niczym pijany skurwysyn nożem tnący powietrze.
opluj mnie krzykiem, bym już nie musiała milczeć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy