namacalnie na huśtawce doznaję wniebowstąpienia z Aleksandrą, klasycznie piątkowo, wspólnie.
przemarzam i przeszywa mnie jesień. strumienie deszczu tańczą pod światłem lampy na ulicy.
teraz słyszę pośniadaniową ciszę, efekt cudownego wyspania się.
o dłoniach. o pociągu. zapamiętałam sen przelewający mi się dzisiejszej nocy.
wyczekuję szesnastej, by znowu zapominać na kilka godzin wtłaczając do swojej głowy muzykę i chmury papierosowego dymu, potykając się o plastikowe kubki po piwie.
zawsze chciałam zachować wszystkie myśli, w kalejdoskopie życia. mimowolnie wyparowywały, by powracać wskrzeszone cichością spojrzeń przecinając mnie w skroś niczym pijany skurwysyn nożem tnący powietrze.
opluj mnie krzykiem, bym już nie musiała milczeć.
sobota, 28 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz