odrywam głowę od poduszki, z wielkim trudem i itak o półgodziny za późno. ubieram moją brązową koszulę, włosy spinam, jak zawsze, bez namysłu. wciskam nogawki do butów, zabieram swój parasol i wchodzę w leniwie rozpoczynający się kolejno dwunasty dzień tego miesiąca.
kołatam się przez sześć godzin w szkole. koncetracja ucieka przez okno, razem ze wzrokiem skierowanym na konary drzew, chodniki i wszystko niezwiązane z tym, czym powinnam się zająć.
biegnę na autobus, wsiadam zdyszana, zajmuję moje ulubione miejsce tyłem do kierunku jazdy i przy oknie, 'to nieistotne z perspektywy absolutu' słucham.
rotuję pomiędzy monotonią a splinem, który niewątpliwie pochłania mnie w coraz większych kawałkach, coraz mniej mnie pozostawiając.
wszystko, co było, już było.
jakieś fatum trzymam na karku, od całej ten konfuzji tracę nawet na wadze.
nie czuję tego dnia, chowam się przed nim pod swetrem jej wzroku i uścisku.
"Dlaczego wciąż nie przeczuwamy, że będą słowa, których nie zdążymy sobie powiedzieć?"
- Malwina Kowszewicz
czwartek, 12 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz