czas, który powinien leczyć wszystkie następstwa rozmyślań ułożonych na prawej stronie ciała ze wzrokiem wbitym w żółte ściany. sen, niczym złośliwy nowotwór, daje przerzuty na wszystkie fragmenty ciała. wyczuwalną pustką oddycham, pustką zamkniętą w każdym samotnym oddechu.
przestrzeń, rozłożona w każdym skrawku ciała, myśl podpisana imieniem, którym pachną wieczory, styropian rozrzucony po ulicy, deszcz i trawy rozkołysane przez markotne wiatry niczym kosmyki zbożowych włosów.
jutro z małomównością na ustach i poplątanymi słowami układanymi w głowie moje oczy wybiorą się na wyprawę po niemych twarzach, horyzontach nadziei i wspomnieniach, którymi wymalowane są gwiazdy.
apopleksje nasercowe zalewające wszystkie komory, oddechy, cebulki włosów i bezwładne wargi.
/mam ochotę rozdrapać blado zielonym paznokciem twarz człowieka z przed lustra. wyjść, trzasnąć drzwiami, nie wracać więcej w krainę postrzeganą przez zmysły, które wszystko układają mi w przypominajkę o kimś, kogo we mnie być nie powinno, kto zatruwa każde spojrzenie i kogo podświadomie szukam w każdym szczególe w konflikcie ze świadomością, która przymusowo wpycha mnie w niedołężne uściski zapomnienia.
środa, 30 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Nic nie trwa wiecznie, wszystko kiedyś przemija. - Tak, to była aluzja.
OdpowiedzUsuńPowtórzeniem będzie jeśli powiem, że błędnie oceniasz swoje lico, czas uwierzyć we własne możliwości! Zobaczysz - zaszalejemy w Hiszpani *kręci bioderkami jak to robiliśmy do muzyki Beiruta w Twoim pokoju*
boże, chciałabym być w gdańsku, mocno cię przytulić,zapewnić że jesteś przepiękna i pokręcić z wami bioderkami ;(
OdpowiedzUsuń