przejście dla pieszych, na którym zawsze światło jest czerwone, kiedy po drugiej stronie otwierają się drzwi tramwaju pachnie truskawkami sprzedawanymi w drewnianych koszykach w cenie złotych dwunastu.
wszystkie zielone krzaczki pęcznieją od białych kwiatów, które uwielbiam wsuwać we włosy za lewym uchem.
wieczory stają się ofiarami wewnętrznego gadulstwa o przeżuwanych powoli słowach i bibelotach obecnych i nieobecnych.
wczoraj zasypiam spokojnie, obejrzawszy koniec z hollywood woodiego allena, który jakoś działa dożylnie optymizmem. nie toczę walki o kołdrę z bezsenności, manewrując kończynami w nadziei na sen.
miasto tonie w duchocie wiosennej.
bagatela, pooddychajmy.
wtorek, 8 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz