wtorek, 1 czerwca 2010

114.

są takie dni, kiedy w duszy pada deszcz. mokre i puste ulice i tylko ten wiatr.

w tramwaju dwaj starsi panowie używający partykuł wzmacniających z puszką rozpoczętego piwa w dłoniach. duchota miasta zamknięta w deszczu zmagazynowanym w chmurach. tramwaje to pojazdy o niezwykle ostrym zapachu refleksji, w szczególności, gdy jedną trasę pokonuję trzy razy dziennie, która wbija mi do głowy, niczym szpilki świadomość monotonności, której częścią się stałam. elementem, który wpasowując się w normalności, roztapia się w chaosie.

otwieram wieko minionych dni i czuję, że nie tylko żołądek napełnia się głodem. obietnice są tylko zastygłą śliną na wargach. czuję się zgnieciona ciągłym czekaniem i tymi rzędami marnych uśmiechów.
zamknięta w pudełku z czasem przeszłym.
niedowłady słów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy