niedziela, 27 czerwca 2010

124.

popołudnie w gdyni. martynowe spacery po bulwarze, parkach i osiedlach pełnych szarzyzny bloków poukładanych jeden przy drugim. w mieście, do którego mogłabym wracać w każdej minucie zamienionej w nieskończoność. dożylnie wprowadzony do krwioobiegu dobry nastrój. dziś nie czuję tej spotęgowanej tęsknoty.

1 komentarz:

O mnie

Obserwatorzy