poniedziałek, 21 czerwca 2010

121.

poczucie nicości jest wpisane w codzienność myślę. nieruchome, zastygnięte białe chmury przyczepione do kołnierza błękitnego nieba.

połykam wielkie nic rozpuszczone w porannej herbacie.
gorączkowo trzymam się pojedynczych członów, anormalnych sytuacji, wielokrotnie powtórzonych i przyłączonych do normalności.
nadzieja, ukryta w mnogości mrugających gwiazd obgryziona i już inna, niż kiedyś. gasnąca razem z nimi przy każdym świcie oblewającym powieki i wyrywającym z nieobecnego trwania w ramionach morfeusza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy