czwartek, 24 czerwca 2010

122.

(Ściany szepczą..)
ludzie mrugają, a wtedy przegapiają najlepsze chwile.
piszę listy, których nigdy nie wyślę i chowam je pod pudłami, na których zalegają ślady czasu.
delikatnie niczym niewidomy gładzę opuszkami palców zżółknięte kartki i czytam słowa, szukając w nich harmonii. ubieranie całego chaosu w słowa i wizje, gdy wyszeptuję je do ucha na ciemnej ulicy przy warkoczach latarnianego światła wijącego się nam pod nogami.
pod powiekami mieszkają fragmenty uśmiechu i rozmów.
tylko problemy układają się co noc, obok skonałego ciała. one nie są zmęczone.
na karuzelach błędnika myśli dalej tworzą splątane połączenia, a wszystkie szczegóły, litery, godziny i nazwy mijanych ulic przypominają o jednym. w mojej małej iluzorycznej astronomii jest osoba, która zawsze trwa, która nie zasypia ani ze słońcem ani z gwiazdami i w rozciągniętym swetrze mojej wyobraźni ma swój dom, którego okna są niczym oczy, w które beznamiętnie potrafię się wpatrywać, drzwi, niczym usta, które rzadko się otwierają i których milczenie bywa wymowne.

1 komentarz:

  1. Adrianno, przepięknie piszesz. mimo że nic nie wiem o Twoich przeżyciach, niektóre wpisy coś mi przypominają i nawet mogę się z nimi utożsamić, podpasować pod swoje.
    lubię tu zaglądać.

    OdpowiedzUsuń

O mnie

Obserwatorzy