niedziela, 2 maja 2010

104.

spacerujemy po cmentarzu i zrywamy żonkile. ostatnia brama cmentarzu przenosi nas na plac budowy, w którym szukamy wyjątkowości w nieużyteczności przedmiotów. droga wiedzie w dół, więc tak postanawiamy wracać i ze słońcem odbijającym się w oczach wdzieramy się na górę przez wypalone trawy, spalone wiosną.
cmentarne rozmowy o życiu i zerwanych żonkilach wcale nie są szare niczym nagrobki, mijane wolnym krokiem ze wzrokiem wbitym w daty.

nie mam czelności pytać o drogę, gdy życie ekscentrycznie zakręca w małe, piaskowe dróżki bez drogowskazów. niebo, matecznikiem myśli, krzepiących ciało i usta pozostawiających w pół zamknięte. wiosna i małe rozczarowania. w pokoju śpi chaos i wdziera się w raban wspomnień. rozrzuconych rozmachem dłoni w pajęczyny snów.

a w snach katastrofy, tonące statki, potoki łez i troskliwe uściski ramion.
na brzegu rzeczywistości siedzę machając nogami i z oczu potokiem łez podlewam kwiaty.

3 komentarze:

  1. nie lepiej konefką? o.O
    Nie płacz nie płacz, pójdzisz na ten Pearl.

    OdpowiedzUsuń
  2. ofcors że pójdziesz na pj!

    ja mam już osiem dyszek uzbieranych. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. *sześć dyszek. znowu wydaję kasę nie wiem na co. :<

    OdpowiedzUsuń

O mnie

Obserwatorzy