czwartek, 6 maja 2010

106.

spotkanie z czesławem mozilem, na którym udało mi się zdobyć dwa autografy, przytulić czesława i odbić ślad swoich warg na jego prawym policzku. zdjęcia nie mam, bo zdjęcia to cisi zabójcy chwil. najpiękniejsze momenty trzymam w albumie moich wspomnień, wciąż niedomkniętym, a dziś wytartym z kurzu.
/wychodzimy w drodzę na autobus na parkiecie deszczu, chowam się w czarnej kurtce. jutro tribute to seattle, dziś przed piątkowe obgryzanie paznokci. spłodzony pozytywną energią czesława dobry nastrój miesza mi się z wymemłanymi zgryzotami. bo nic się nie zmienia, chociaż podobno oboje tego chcemy. gubię się.

1 komentarz:

  1. Dobrze będzie dziewczyno : )
    A Czesław boski jak zawsze, chyba założę fanklub i będę spała z jego zdjęciem pod poduszką.

    OdpowiedzUsuń

O mnie

Obserwatorzy