sobota, 29 maja 2010

113.

całe szeregi chwili, dających złudzenie sensu toną w ulotności.
wyposażona w wielki worek zabobonów nic nie rozumiem i trzymam się ledwo chwil, które napełniają serce, by w dniu następnym rzucić mnie na kolana przed huraganami codzienności.

mało spokojne noce, mimowolne wybudzanie się ze snu, którego usilnie chcę pamiętać, a który wycieka ze mnie wraz z otwarciem oczu.

lubię wczoraj.

dziś jest ambiwalencją. dziś, parszywe w niedopowiedzeniach, we wpatrywaniu się w ekran telefonu w nadziei na widok komunikatu obwieszczającego zielonej parze oczu o nowej wiadomości. dziś, pyszne w rozmowach o sensie, przeznaczeniu i wszystkiego, co układa nam się w wyraz 'życie' pod granatową peleryną nocy, z których natłoku pękają mi zwieracze w oczach.
(magdalenie dziękuję za wszystko..).

"Kiedy inni oczekują od nas, że staniemy się takimi jakimi oni chcą żebyśmy byli, zmuszają nas do zniszczenia tego kim naprawdę jesteśmy. To dosyć subtelny rodzaj morderstwa. Większość kochających rodziców i krewnych popełnia je z uśmiechem na twarzy."
- Jim Morrison

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy