noce w pół bezsenne.
porankom towarzyszy chłód, który jeszcze bardziej wpycha mnie w ramiona snu, łapczywego i spychającego mnie w czeluście wyobraźni. popołudnie zatrute trzaskiem okien, zgrzytem i rytmicznym uderzaniem wewnątrz głowy. wieczorami myśli delikatnie muskają gwiazdy, przykryte peleryną szarych chmur, tłumiących ich blask. subtelnie uciekają w granatową garderobę nocy. garderobę duszną od parujących łez, wrzasków rozczarowań i fetoru umartwionych marzeń.
/dzisiaj z Zuzanną. przesiadujemy w pokoju krzyczącym od pomarańczowości. głośniki pełne głosu grzegorza ciechowskiego, a przede mną Zuzanna w czerwonej flanelowej koszuli, chyłkiem wykradzionej ze stosu wypranych ubrań, z pełnymi wydętymi ustami na małe rozmowy./
otwieram drzwi i poszukuję pigułek na ból głowy. parzę herbatę i zjadam ciasto.
potajemnie błądzę w korytarzach blizn nasercowych i rozdrapuję je tworząc scenariusze piątkowe.
chyba mam cykora, który narasta we mnie i rozszarpuje moją (nie)świadomość, bo nic się nie uśmiecha w zarys tryumfu. zakładam bransoletkę za 2zł, którą szczęśliwą nazwała pani sprzedawczyni w sklepie.
żonkile w szarawym wazonie zaczynają więdnąć razem z małym wyobcowanym czerwonym tulipanem.
"- Cóż, przyznam się, że postanowiłem iść za tobą i zobaczyć to z bliska.
- Jeżeli szedłeś za mną, to dlaczego byłeś tu przede mną?
- Szedłem za tobą... bardzo szybko. "
- Woody Allen
środa, 5 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

oj, Ciechowski krzyczał, krzyczał... Czemu nie wspomniałaś o lodach śmietankowych? : /
OdpowiedzUsuń