codziennie budzę się, mimowolnie, około godziny piątej, a potem zasypiam znów na godzinę, po której nie mogę odkleić się od poduszki. w głowie tłuką mi się naczynia, przy każdym ruchu ciała. przewód pokarmowy zaczyna wiosenne histerie. tramwaje o poranku, niezwykle sprzyjają refleksjom. strzępy rozmów i kawałek małego świata, pozostawiony na poprzednim przystanku układają się w krótkometrażową odsłonę jestestwa, zamkniętego w kratach tego miasta, narzuconych ram, o które się potykam i martwych dni.
życie mnie dotyka. połykam wielką pigułkę nicości zapakowaną w gratisie do lepszych snów.
cienie rosną w oczach i chcę umierać w ramionach gwiazd.
nic nie sprawi mi tak wielkiej radości, jak pewność, że się mylę. że cała melanholia i teorie, których mam pełną głowę, odejdą w czeluście wczorajszego dnia razem z zachodem słońca, który nigdy więcej się nie powtórzy.
"[...] ja właśnie płakałem. Nie po wierzchu. Czułem coś takiego, jakby z drugiej strony moich oczu łzy do wewnątrz mnie spływały. Doświadczył pan może takiego płaczu?"
- Wiesław Myśliwski
środa, 26 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz