uciekam ponownie w mały wszechświat zamknięty w stronach "cienia wiatru". w konstelacje słów, które zagnieżdżają się w głowie i pobudzają wyobraźnie.
bohaterowie i historie, w ramiona których chciałoby się uciec. zasypiać w ciemnościach i budzić się w purpurze poranku rozlewającego się i przecinającego pomrukami zmartwychwstałego słońca na ulicach dwudziestowiecznej barcelony.
tymczasem wczoraj i dziś odwiedzam gdynię i będąc jeszcze bliżej, czuje się jeszcze bardziej odlegle. odjeżdżając, coraz mocniej czuję, jak bardzo tęsknie za widmem chwil, które się nie narodziły. wspominam gesty i niby film układam sobie w głowie wszystko, za co czuję wdzięczność, że dane było mi to przeżyć i schowawszy gdzieś na dnie oczu, wylewać to razem ze łzami.
codziennie rano budzę się w całkiem jasnym pokoju, który kradnie senne złudzenia, które istnieją tylko w świeżym mroku. które smakują lepiej i są bardziej obecne, kiedy miasto, którego z całej siły nienawidzę owinięte jest jeszcze czarnym szalem nocy, a latarnie oświetlają jedynie mgliste warkocze i kontury przechodniów sunących po ulicach usłanych wielkimi źrenicami.
tęsknie za czarną paletą kolorów, którą wymalowane są ściany, domy, mosty i twarze.
"Jestem jeszcze zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz, że chcę to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy, kto nie może mnie zranić."
- Janusz Leon Wiśniewski
sobota, 19 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

W moim przypadku to raczej: ci, co śnią, mają rano doła.
OdpowiedzUsuń