bo zdarzyło się mi po raz pierwszy ze szczęścia wylewać łzy na gdyńskie ulice mokre od deszczu.
w dniu następnym o poranku spacerować sopockimi ulicami i zajmować miejsce w jeszcze zamkniętej kawiarni z zuzanną, w której potem niemal wpadam w objęcia snu. w małej szufladce ukrytej w okrągłym, brązowym stoliku mokrym od rozlanej kaktusowej herbaty, przy którym chłonąc jazz z głośników, wypchanej od listów napisanych na biletach z grudziądza, skasowanych biletów tramwajowych i paragonach czytam, że liczy się tylko miłość i na małych skrawkach papieru wchodzę w małe przestrzenie prywatności.
/ułożona wzorkiem wbitym w ciemną ściane miotam się w bezsennościach.
poniedziałek, 10 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Zawsze. forever ever, bo stokrotki są magicznymi kwiatkami.
OdpowiedzUsuńzaręczyny!?!?!?! heloł, przecież jesteśmy małżeństwem! o ile wiem, w Polsce małżeństwa kilkuosobowe nie są legalne, nie możesz mieć dwóch żon! :(((
OdpowiedzUsuńno nie, najpierw Rafał, teraz Ty, jestem sama na tym świecie. :(
OdpowiedzUsuńNie martw się, nasz związek jest dość luźny. ; p
OdpowiedzUsuń