wtorek, 13 października 2009

37.

kolejne jesienne dni za mną. przemoczone buty, mokre włosy, chmury, parasolki, żołte liście. choć najbardziej lubię widok kropel deszczu opadających na ziemie w świetle latarnii wieczorami.

nabieram w płuca woń ziemi zmoczonej deszczem, pochłaniam ją, przypominam sobie całe życie, czasy zabaw w piaskownicy, pierwszych przyjaźni, pierwszej śmierci, pierwszego stałego zęba, pierwszego smaku zwycięstwa, ostatnie godziny wczorajszego dnia, potem wydycham to powietrze i znów czuję, że mam czternaście lat. zaraz potem przechodzę przez próg domu, powolnym krokiem wchodzę po schodach, zdejmuję koszulę i kładę się na łóżko, by zebrać myśli. w stanie rozkojarzenia, w jakim znajduję się od niewątpliwie długiego już czasu, jest to niewykle trudne, a wręcz niemożliwe. leżę więc ze wzrokiem wlepionym w okno połaciowe, myśli napływają chaotycznie. chyba szczęście jest jak naiwny chłopiec, który bierze w ramiona i znika wcześniej, niż się pojawił. za to nieszczęście jest jak dojrzały mężczyzna, który w zdrowiu i chorobie siedzi obok Twojego łóżka trzymając mocno Twoją dłoń.

"Z naprawdę wielkich, posiadamy tylko jednego wroga - czas."
- Joseph Conrad

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy