piątek, 16 października 2009

38.

po siedmiogodzinnym, niezwykle nurzącym tarzaniu się w szkole najlepszym wynagrodzeniem były smerfożelki, za którymi stękniłam się niemiłosiernie. najbardziej to lubię, wgryzać się w ich niebieskie ciałko i czerwone kapelusiki z żelatyny.

należało spotkać się dziś z Angeliką, przymierzyć jej kapelusz, który uwielbiam, zaczekać na Aleksandrę, iść razem, jak zwykle, do wrzeszczowego parku bijącego żółcią, brązem i wilgocią. usiąść znów na tej samej ławeczce, strzepnąć z niej ślady jesieni.

suche dłonie, spierzchnięte usta, rumieńce, przemoczone buty i zabawa w fryzjera, by okiełznać nieład na mej głowie, równy co w snach miewam.

chciałabym się wylać na białą kartkę papieru, zapełnić ją tymi wszystkimi uczuciami, które tłamszę w sobie, gniotę, gdzieś utykam pod żebrami, po raz ostatni wymówić twoje imię o zmroku popękanymi kącikami bladych nienaturalnie warg.

"Czyje serce jest puste, tego usta słów pełne."
- Karl Kraus

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy