czwartkowe zmrożone kończyny, rozmyślania o życiu w międzyczasie, rozmemłanie od rana.
nieład jak po orkanie seksu na głowie zmoczonej deszczem.
spotkanie z Andżeliką, spacerujemy tak między kałużami, ktoś z drugiej strony ulicy pali papierosa, przemaczam buty.
Andżelika, zazwyczaj nazywana po prostu Koko, jest uprzywilejowana do nazywania ją niemal moją siostrą bliźniaczą, ale nie ze względu na podobieństwo wizualne. uwielbiam to, że namacalnie rozumie każde słowo, każdą łzę. uwielbiam jej nos. uwielbiam jej kapelusz. uwielbiam ją.
autobusowe rozmowy nastają, wysiadam.
po czym wracam flegmatycznie objawiającą się drogą do domu, drżące plecy chowam pod czarną kurtką, ciastka zjadam, pustawo jakoś. niedługo prysznic gorący wezmę, potem zataję swoje istnienie przed napływającym tsunami gryzących do krwi myśli. chcę, bądź, jak wtedy.
czwartek, 29 października 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz