odwołany koncert lao che, którego wyczekiwałam od hohoho dawna wprowadził w nastrój, który idealnie odzwierciedliła pogoda w godzinach popołudniowych. kolejny mały sens życia pogrzebany, nim w ogóle się rozpoczął.
kiedyś żyłam w krainie bajek, księżniczek i królewiczy na białych koniach, leżałam w łóżku, zasypiałam i całkowicie w to wierzyłam. w końcu dorosłam i większość bajek znikła, od tak, strzask prask, pstryk i nie ma. zamieniłam je na ludzi, którym zaufałam, na muzykę, poezję, choć nie do końca z nich zrezygnowałam. teraz zamiast wróżki zębowej czy śpiącej królewny na wyciągnięcie ręki znajduje się "żyli długo i szczęśliwie", choć nie w zamku, to we własnych mieszkaniach. pod koniec każdego dnia pojawia się nadzieja, właśnie wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewam, by rzeczywistość tylko nieco różniła się od tych dziecinnie prostych baśni, od które jeszcze siedzą we mnie głęboko, zawinięte pod stertami jednolitości dni.
"Dobre chwile dzisiejszego dnia są smutnymi wspomnieniami jutra."
- Bob Marley
środa, 1 lipca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz