ten tydzień spędziłam w malborku, odpoczywając od tego miasta, tych spalin, tych twarzy, autobusów i ogólnie od wszystkiego. rozmyślając i beztrosko oddychając równocześnie.
we wtorek pojechałam do elbląga z Martyną i Beatą, gdzie - nie licząc jednego epizodu nad rzeką, który mógł się skończyć bardzo źle - było świetnie. nie czułam nawet zmęczenia kończyn po 6 godzinach nieustannego spacerowania i jedzenia lodów. miło było na chwilę się oderwać od wszystkiego i kroczyć ulicami obcego dla nas miasta z uśmiechami na twarzach.
w tym czasie w gdańsku rozpoczęła się feta, być może jakieś koncerty wpadną do kalendarza w najbliższe dni. niedługo nieszczęsny obóz sportowy, na który ni trochę nie mam ochoty wyjeżdżać.
wróćmy do początku lutego tego roku, do piewszego tygodnia ferii i utknijmy w nim na zawsze w tych ulicach opruszonych białym śniegiem, do porannych treningów, do przesiadywania w kinie kameralnym, do poranków spędzonych w tramwajach z książką i śniegu topniejącego w rękawiczkach.
"Niedawna twoja nadzieja - to był sen pijany, z którego budzisz się z ziemistą twarzą."
Nie znam autora, gdyż powyższy cytat znalazłam na ścianach tunelu pod ulicą okopową w gdańsku.
piątek, 17 lipca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

epizod nad rzeczką był doskonałym dopełnieniem spędzonego dnia :)
OdpowiedzUsuń