w sumie, jak zawsze. koncert świetny. pokoncertowy bieg z parasolem śpiewając 'wieże radości, wieże samotności' sztywnego pala azji po gdyńskim śródmieściu, jedna z chwil, których się nie zapomina, jedna z tych które przywołuje się, by choć na chwile powrócić do siebie nawzajem, kiedy życie itak odpycha w różne strony, czasem mimo woli, czasem przez zaniedbanie.
i tak oto kolejne dni dobiegają ku końcowi, przybliżając nieubłagalnie schyłek tej pory roku, która co jak co, ale wcale siebie nie przypomina.
znowu moje myślenie dzielone jest przez dwa. jedno patrzy racjonalnie i osądza, że wszystko, o czym marzę, nie ma najmniejszego sensu, a raczej, że nigdy się nie urzeczywistni. drugie patrzy z nadzieją, która zakrywa racjonalne osądy pierwszego. mętlik w głowie, mętlik, kurwa, mętlik.
"Płyń z wiatrem w plecy i twarzą do słońca. Na falach losu, tańcząc z gwiazdami."
/Blow./
wtorek, 28 lipca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz