mała niepogoda za oknem, chłodem czuć nawet na brzegu kubka po herbacie.
wychodzę z domu o 8:27, czuję się dziwnie przy tej temperaturze sunąc wilgotnymi chodnikami przyodzianą w krótki rękawek, dookoła ludzie w szalikach i ciepłych swetrach. spustoszenie w głowie, chaos, trening, spotkanie z Aleksandrą, obejrzany skazany na blues.
a to wszystko jest jak przepalające się żarówka, raz gaśnie, by znów przez ułamek chwili rozpromienić ciemność, jaką pozostawiła. w Twoich oczach nie widzę żadnego wyroku, są mętne. prawda w nich jest dobrze zakamuflowana, a może nazbyt trywialna.
życie jest sztampowe, jakieś lepkie, mdłe. marzy mi się. oj, marzy. wszystko, co widziałam w filmach, o czym donoszą mi strzępy rozmów okalające słuch w tramwajach i niebo, jeszcze bardziej szare niż wczoraj. przecież za dziesięć lat bardziej żałowała będę tego, czego nie zrobiłam niż tego, co zrobiłam. balsamuję moje porażki, znów wyrzucam tą samą ilość oczek na kostce do gry, gry losu.
gdzie ty, kurwa, jesteś? i kim ty, kurwa, jesteś?
"Smutek jest samowystarczalny: by odczuć jednak pełną wartość radości, musisz mieć kogoś, by się nią podzielić."
- Mark Twain
sobota, 26 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Ale nieładnie się wyrażasz, patrząc na ostatnie zdanie Twojego wpisu. :(
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń