żeby uciec z tego kraju, gdzieś daleko, położyć się wygodnie na leżaku napawając się wieczorem, analizując wszystkie pragnienia, możliwe do zrealizowania. schować się w muzyce przy poświacie gwiezdnego światła.
zaczęła się kalendarzowa jesień, chyba najlepsza z pór roku. na ulicach życie, ludzie zataczający się na chodnikach o porankach, kiedy ich powieki są jeszcze zlepione resztkami snu, z którego wyrwał ich dźwięk budzika, wszystko takie bezpłciowe, rzygotwórcze. jakby jakaś dziwna cisza wgniatała się między lewy a prawy przedsionek serca, miażdżąc przełyk, a także wybudzając ból głowy z krótkiej drzemki poobiedniej, cisza przed burzą, a może już po burzy. wrzaski wyobraźni przeplatanej z frustracją, które wzbierają we mnie tylko wewnętrzny bełkot.
nie mam na nic czasu, a kiedy już wyciągnę go trochę z kieszeni to zaczyna brakować mi ochoty i entuzjazmu do tego wszystkiego, no, przede wszystkim wytrwałości. nie posprzątam w łazience, i tak zaraz będzie brudna. nogi uginają mi się pod wspomnieniami wydłubanymi gdzieś z zagłębień pamięci, chyba one podtrzymują pracę serca, cały ten chaos.
"Jeśli jest we mnie ludzka dusza, tchnij ją w nową kukłę i baw się nią."
- Tadeusz Nalepa
środa, 23 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz