bóle przeziębieniowe zaczynają milknąć. spotykam się z Aleksandrą, najlepszy scenariusz wrześniowej soboty. mijają godziny, jak zawsze, zostawiam za sobą wszystkie te zakręty z kwiatami we włosach. po tych godzinach odprowadzam ją na przystanek, czuję tylko zapach rozgniecionych mirabelek, które czynią schody granatowymi, w uszach szumi stairway to heaven.
mam na sobie kolor brązowy, popijam herbatę o smaku owoców leśnych, szóstą już dzisiaj, niebo za oknem jest różowo fioletowe, jak nigdy dotąd. słońce słania się na swoich chudych nóżkach, dzień dogasa. wieczór powoli przedziera się do mieszkania, nie zapalę żarówki, będę siedziała w półmroku, przecież nie lubię jasności. powieki stają się cieższe, tusz na nich zaczyna się kruszyć, źrenice jak u narkomana, to, co lubię w sobie najbardziej, właściwie, jedyne, co lubię.
w żyłach przelewa mi się jeszcze niepewność przeradzająca się w drżenie przed widokiem tych oczu i drażni mnie perspektywa najbliższych miesięcy, dobry dzień dzisiejszy.
zatrzymajmy się na chwile, by przeczytać ten skrawek dnia ubrany w słowa, banalnie, bez poczucia stylu, ot co!
"Kiedy już umrzesz, ustawiony jesteś do końca życia. "
- Jimi Hendrix
sobota, 19 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Zatrzymałem się na chwilę, przeczytałem "ten skrawek dnia ubrany w słowa". Nie żałuję, nic
OdpowiedzUsuń