ze strzępów nadziei przelawającej się przez sito paranoi parzę herbatę, najlepszą w świecie, sycę się jej zapachem, lekarstwem na wszystko, nawet na bezsenne noce.
chciałabym te wszystkie zgryzoty przykryć kocem koloru wiśniowego, cisnąć nim gdzieś na pole wypełnione po brzegi żonkilami, a potem napawać się wszystkim, co pozostało.
wracam do domu, snując się ulicami, sącząc wieczorne powietrze. to dziwne, ale zawsze, kiedy chcę trwać tak jak najdłużej, droga do domu skraca się, kiedy jednak jestem już spóźniona i jedyne o czym marzę to o filiżance gorącej czekolady, droga się wydłuża. chłód zza okna wdziera się do pokoju z pomarańczowymi ścianami, moja lampa naftowa jeszcze nigdy nie zapłonęła, właściwie nie wiem, dlaczego ciągle z tym zwlekam.
i ta ulica mnie drażni i cała ta szarzyzna dnia i nocy, to miasto, moja grzywka i to, że herbata się kończy.
"Tak to już bywa, że kiedy człowiek ucieka przed swoim strachem, może się przekonać, że zdąża jedynie skrótem na jego spotkanie."
- J.R.R Tolkien
piątek, 25 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz