któregoś dnia, ciśniesz mną głęboko na dno błękitnej szafki, zamkniesz mnie tam, bez powietrza, snów i kalendarza. wzbierać będą na mnie kłęby kurzu, coraz grubsze warstwy będą oplatały moje brązowo rude włosy.
kiedyś wyciągniesz mnie, opuszkami palców rozetrzesz zmęczenie na powiekach i muśniesz krwistoczerwone usta, rozkołyszesz mnie powoli nutami wspomnień, choć wewnętrzny niepokój wypali mi rzęsy to ślad krzyża twojego wzroku będzie najgłębiej.
głód koncertów, żelki przed komputerem, siedzę w niskim pomarańczowo czerwonym fotelu, a podniebienie uraczyłam dziś jeszcze fastfoodami.
przeznaczenie chciałabym utkać, przerabiać i naszywać, niczym krawiec w swoim zakładzie na poddaszu, poddaszu życia, gdzieś za regałami.
wulgarnie spłodzone dziś pachnie duchotą i znużeniem. mój mózg i ciało uśmiercają te wszystkie chwile by wskrzeszać je, by zmartwychwstawały, kiedy pragnę przyglądać się ich martwym ciałom. wtedy wstają, otrzepują się z ukruchów śmierci, jakimi są opruszone, przyglądają się niebu zasnutym gromadą ciemnych chmur, wtedy swoim zażenowaniem działają niczym młot pneumatyczny niszczący spektakularnie królestwo naiwności pod czaszką.
ta jesienna aura tylko potęguje moją tęsknote do kolorów, jabłek, uśmiechów, nabrzmiałych spojrzeń, ramion.
"Jeśli chce się być szczęśliwym, nie wolno gmerać w pamięci."
- Emil Cioran
czwartek, 24 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz