jako jedna z młodych neurotyczek, zawsze wiedziałam, że prędzej czy później, moje życie wywróci się do góry nogami, że moja neurotyczność zacznie zabijać mnie samą, chyba przyszedł powoli, nie pukając do drzwi, lecz raczej przedzierając się przez cienkie kurtyny dobrych wspomnień otaczających moją pamięć, ten moment, w którym potrzebuję jakiegoś znaku, że coś się zmieni, że życie stanie się równie barwne jak szkła na kalejdoskopie, że przestanę żałować licznych rozterek, nadszedł czas, kiedy zdaję sobie sprawę, że nie mam całej wieczności, żeby iść dalej.
chyba czas posiedzieć samej w ciemności, przy niebie, na którym widać małe przebłyski gwiezdnego światła, czuć zapach wieczoru, choć w ciemności rodzi się najczęśniej niepokój i strach przed każdą gałęzią lekko powiewającą przy konającym dniu, na świat przychodzi zwątpienie i melanholia, ta chęć wygnania z siebie wszystkich utrapień razem z łzami mieniącymi się błękitem, jednak odradza się też nadzieja.
"Milszy jest mi pantofelek od Ciebie Ty skurwysynie".
- Andrzej Bursa
środa, 9 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz