czwartek, 30 lipca 2009

18.


dopadła mnie chandra, choć uciekałam i chowałam się przed nią w ciemnych zakamarkach białych ulic oświetlanych promieniami słonecznymi, których tak bardzo nie znoszę, choć odgradzałam się od niej na wszystkie możliwe sposoby, okrywałam całunem nadziei, który miał ją zdusić swoim ciężarem, była zwinniejsza i dobrze zakamuflowana pod pięknem zachodów słońca. nie ma co zbierać rozsypanych chwili z życia, tworząc układankę wzlotów. i chyba nigdzie nie czujesz się tak samotnie, jak późnym wieczorem przeklinając minione dnie i pławiąc się w obawach na następne i chyba nawet na fotografiach już nie rozpoznaję siebie.

I will light the match this morning
So I won't be alone
Watch as she lies silent
For soon that will be gone
Oh, I will stand arms outstretched
Pretend I'm free to roam
Oh, I will make my way throught
One more day in hell...
How much difference does it make?
I will hold the candle
Til it burns up my arm
Oh, I'll keep takin' punches
Until their will grows tired
Oh, I will stare the sun down
Until my eyes go blind
I won't change direction
And I won't change my mind
How much difference does it make?
I'll swallow poison
Until I grow immune
I will scream my lungs out
Til it fills this room
How much difference does it make?

wtorek, 28 lipca 2009

17.

w sumie, jak zawsze. koncert świetny. pokoncertowy bieg z parasolem śpiewając 'wieże radości, wieże samotności' sztywnego pala azji po gdyńskim śródmieściu, jedna z chwil, których się nie zapomina, jedna z tych które przywołuje się, by choć na chwile powrócić do siebie nawzajem, kiedy życie itak odpycha w różne strony, czasem mimo woli, czasem przez zaniedbanie.

i tak oto kolejne dni dobiegają ku końcowi, przybliżając nieubłagalnie schyłek tej pory roku, która co jak co, ale wcale siebie nie przypomina.
znowu moje myślenie dzielone jest przez dwa. jedno patrzy racjonalnie i osądza, że wszystko, o czym marzę, nie ma najmniejszego sensu, a raczej, że nigdy się nie urzeczywistni. drugie patrzy z nadzieją, która zakrywa racjonalne osądy pierwszego. mętlik w głowie, mętlik, kurwa, mętlik.

"Płyń z wiatrem w plecy i twarzą do słońca. Na falach losu, tańcząc z gwiazdami."
/Blow./

czwartek, 23 lipca 2009

16.

generalnie wyczękuję poniedziałkowego koncertu driftera, boruty i dry. pogoda lubi się ostatnimi czasy zmieniać co chwila. raz słońce praży i przyprawia mnie o ból głowy, a to znów nocą spać nie dają błyskawice i grzmoty zza okien.

zaczynam coraz bardziej wdrażać się w moje hedonistyczne podejście do życia, robiąc tylko to, co lubię. swoją drogą bywa to męczące, ale warte późniejszego odpokutowania.



zachód słońca nieopodal malborka, 13.07.2009.

ta fotografia została dobrana by ukazać wielką głębię przekazu moich emocji związanych z sympatią do tego miejsca i mętliku w głowie, jaki zazwyczaj pojawia się, gdy oczom ukazują się podobne cudy natury. choć rzecz jasna wiem, że fotograf ze mnie marny. zachód słońca to początek pytań.

"Szczęśliwym jest ten, kto przy zachodzie słońca cieszy się wschodzącymi gwiazdami." - Adalbert Ludwig Bolling

poniedziałek, 20 lipca 2009

15.

uwielbiam tą gdynie. poza koncertami, uroczymi deptakami, piętrowymi autobusami oferuje także chłopców do zakochiwania.
mogło być jak w filmie, mogło. w sumie jeden z najlepszych dni w te wakacje, nie ma co. ponad sześć godzin spędzonych razem, jak zwykle, uciekło w mgnieniu oka. bo przecież mam tylko Ciebie, małą przystań wśród raf. mam tylko Ciebie, prezent od gwiazd.
i choć Aleksandra wyglądała jak turystka, która za kilka minut ma wylecieć do Barcelony, to jednak była bardzo tamtejsza. i miło było leżeć na trawniku w samych środku gdyni obarczoną spojrzeniami przechodniów.
właściwie jakoś to polepszyło moje samopoczucie i zatuszowało inne smutki tego życia, które zazwyczaj wprowadzały w poczucie przybicia, jakby leżało na mnie trzydzieści ton żwiru. może życie nie jest takie złe. może wystarczy więcej się uśmiechać i uważniej szukać? i przede wszystkim doceniać to, co się ma, a raczej, KOGO.


"Najlepszym przyjacielem jest ten, kto nie pytając o powód twego smutku, potrafi sprawić, że znów wraca radość."
- Giovanni Melchior Bosco

piątek, 17 lipca 2009

14.

ten tydzień spędziłam w malborku, odpoczywając od tego miasta, tych spalin, tych twarzy, autobusów i ogólnie od wszystkiego. rozmyślając i beztrosko oddychając równocześnie.

we wtorek pojechałam do elbląga z Martyną i Beatą, gdzie - nie licząc jednego epizodu nad rzeką, który mógł się skończyć bardzo źle - było świetnie. nie czułam nawet zmęczenia kończyn po 6 godzinach nieustannego spacerowania i jedzenia lodów. miło było na chwilę się oderwać od wszystkiego i kroczyć ulicami obcego dla nas miasta z uśmiechami na twarzach.

w tym czasie w gdańsku rozpoczęła się feta, być może jakieś koncerty wpadną do kalendarza w najbliższe dni. niedługo nieszczęsny obóz sportowy, na który ni trochę nie mam ochoty wyjeżdżać.

wróćmy do początku lutego tego roku, do piewszego tygodnia ferii i utknijmy w nim na zawsze w tych ulicach opruszonych białym śniegiem, do porannych treningów, do przesiadywania w kinie kameralnym, do poranków spędzonych w tramwajach z książką i śniegu topniejącego w rękawiczkach.

"Niedawna twoja nadzieja - to był sen pijany, z którego budzisz się z ziemistą twarzą."
Nie znam autora, gdyż powyższy cytat znalazłam na ścianach tunelu pod ulicą okopową w gdańsku.

sobota, 11 lipca 2009

13.

Szatan nie śpi
z byle kim


udane koncertowanie w uchu, nie ma co. dziś kolejny, jutro także.
wakacje zaczynają mi się podobać, chociaż tak smętnie się rozpoczęły. wszystko sobie poukładałam i po raz pierwszy cieszę się, że coś w moim życiu się nie udało, że skończyło się, nim się zaczęło. kto się waha, traci, choć tyle słyszeliśmy filozofów nawołujących do nietwornienia czasu, możemy potem zwalać winę naszej porażki na to, że ktoś nas uprzedził. musimy uczyć się na własnych błędach, gmatwać sprawy, miotać się w mokrych pościelach, musimy przeżyć własne życie, uczyć się jego na własnych pomyłkach miast na słowach innych. musimy wiedzieć, że najgorsza pomyłka, najbardziej upokarzający błąd w życiu jest lepszy od nie podjęcia jakiej kowiek próby. bo życie nie jest życiem bez świadomości, że żyję.

"Każdy może tworzyć byle co i ma prawo być z tego zadowolonym, byle by nie był w swej pracy szczerym i znalazł kogoś, który równie kłamliwie będzie to podziwiał. "
- Stanisław Ignacy Witkiewicz

czwartek, 9 lipca 2009

12.

czasem wracam w myślach do tych chwil, kiedy czas nie pędził tak nieubłaganie, niczego po sobie nie pozostawiając, kiedy wszystko dookoła nie wywoływało u mnie wewnętrznej złości, która potem chcąc się rozładować znajdowała ujście w najmniej odpowiednim momencie i na najmniej odpowiedniej osobie, pieprząc raz po raz wszystko, na czym mi zależało, co w jakiś tam sposób uwielbiałam.
dopiero po tych wszystkich latach, które przeżyłam miast je przespać, widzę jak to marnotrastwo czasu uczyniło mnie bogatszą o tych kilka głów.

still in gdańsk, nie chcę tu być, wszędzie, tylko nie tu, ale co poradzić?

" Czy jestem ateistą? Bóg jeden raczy wiedzieć. "
- Stanisław Jerzy Lec

poniedziałek, 6 lipca 2009

11.

zawsze z każdej nowej sytuacji, w której się znalazłam, wyciągałam wnioski, tworzyłam czarne scenariusze, po to, by kiedy się pomylę i wszystko się ułoży, ja będę czuła się zachwycona i najszczęśliwsza, jeśli jednak nie będę się myliła to kolejne rozczarowanie, kolejna porażka uderzą we mnie z mniejszą siłą a ich następstwa nie przewrócą mi życia o 360 stopni.
wyczekuję piątkowego i być może sobotniego koncertu, małego odstępstwa od przeciętności, kolejnego małego sensu, choć ciągle dryfujemy w bezsensie..
to wszystko czego chcę, muzyki i pociągów pędzących między polami żółto-czerwonych tulipanów i kropli deszczu osadzonych na ich liściach, błyszczących w świetle dnia.

"Pamiętam każdą wspólnie spędzoną chwilę. A w każdej było coś wspaniałego. Nie potrafię wybrać żadnej z nich i powiedzieć: ta znaczyła więcej niż pozostałe."
- Nicholas Sparks

środa, 1 lipca 2009

10.

odwołany koncert lao che, którego wyczekiwałam od hohoho dawna wprowadził w nastrój, który idealnie odzwierciedliła pogoda w godzinach popołudniowych. kolejny mały sens życia pogrzebany, nim w ogóle się rozpoczął.
kiedyś żyłam w krainie bajek, księżniczek i królewiczy na białych koniach, leżałam w łóżku, zasypiałam i całkowicie w to wierzyłam. w końcu dorosłam i większość bajek znikła, od tak, strzask prask, pstryk i nie ma. zamieniłam je na ludzi, którym zaufałam, na muzykę, poezję, choć nie do końca z nich zrezygnowałam. teraz zamiast wróżki zębowej czy śpiącej królewny na wyciągnięcie ręki znajduje się "żyli długo i szczęśliwie", choć nie w zamku, to we własnych mieszkaniach. pod koniec każdego dnia pojawia się nadzieja, właśnie wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewam, by rzeczywistość tylko nieco różniła się od tych dziecinnie prostych baśni, od które jeszcze siedzą we mnie głęboko, zawinięte pod stertami jednolitości dni.

"Dobre chwile dzisiejszego dnia są smutnymi wspomnieniami jutra."
- Bob Marley

O mnie

Obserwatorzy