to dziwne, ale ramowo ustalone granice między państwami i nowe krajobrazy wpychające się pod powieki stanowią poniekąd zaporę dla myśli, kraniec wyobraźni zatrutej monotonią pytań.
uszczuplając minione dwa tygodnie wylewa mi się z każdej szczeliny ciała dożylnie stosowane niebo jakim okazał się dla mnie paryż. kraina tłumiąca pełnię udręk przybitych do krzyża codzienności, w której maszerując szybkim krokiem nawet przejścia dla pieszych i zamglone horyzonty układają się w uśmiech.
nic nie może też równać się ze spacerem po ulicach barcelony, na których słychać jeszcze szmer przerzucanych stron pachnących typowo przegnitą tekturą. z błądzeniem wzrokiem, który niedawno układał jeszcze słowa w wyobrażenie miejsc, w które uciekało się zanurzając się w nie coraz to bardziej karmiąc czas nieobecnością, w których szaleństwa wyobraźni posuwały się do kreowania złudzeń, które mruczały o ponownym urodzeniu, przeżywaniu tego pieskiego życia na innych zaułkach na których czuć byłoby woń ulotnej miłości i krwi zmieszanej z moczem.
tak samo obecne w krwioobiegu są chwile kiedy to kąpiąc się w morzu na którego tafli niewinnie tańczyła pełnia księżyca razem z pomrukami bluesa po których leżąc na ostudzonym schyłkiem dnia piasku nadziewam oczy na jasno mrugające gwiazdy osadzone na granacie nieba calelli.
mały wycinek pamięci przeznaczony dla miasta kasyn, nocnego życia i starych mężczyzn z wypadającymi odbytami wyposażonymi w hojnie obdarzone wdziękami przez chirurgów plastycznych młode kobiety i łajdaczących się jak ostatnie kurwisony ludzi obarczającymi cię spojrzeniami napęczniałymi od dumy i wyniosłości pachnącej papierowym banknotem.
są uczucia, które muszą pozostać uczuciami nieistniejącymi dla słów. są też miejsca, w których nieobecnie trwamy i oddychamy wspomnieniem o nich rozpraszając je każdym oddechem.
wtorek, 3 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz