niespodzianka wpięta w wieczór, który obejmuje nas poszatkowanymi łzawym strumieniem przyjaznymi ramionami.
nie dość, że wszystko dzieje się jakby obok mnie, łono matki poskąpiło mi dobrego głosu i te wszystkie czynniki niezależne ode mnie przewracają mi co chwile życie na skrajny bok w trakcie jego harmonicznego snu, to nie mogę zdecydować się choćby, czy zjeść dziś cokolwiek.
myśli powtarzane systematycznie w ciągu dnia lepią mi sny, a ja znów obgryzam paznokcie i co gorsza, nie potrafię się rozradować w przestrzeni tego domowego konfliktu na myśl o tym, co w perspektywicznym myśleniu jawiło się jako spełnienie absolutne.
na ubranie tego całego galimatiasu, jakim się stałam, w słowa zabraknie nawet poezji. chyba zaczynam krztusić się tą całą papką dla otumanionego iluzorycznością, która etapami zaczyna przenikać w (nie)codzienność umysłu.
budzą się permanentne bóle głowy i uczucie mdłości, a noce rozciągają się nicią bezsenności.
"Szczęście jest optyczną iluzją. Dwa lustra, które wysyłają sobie ten sam obraz w nieskończoność. Nie próbuj dotrzeć do początkowego obrazu, nie ma go tam. "
- Lolita Pille
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz