sobota, 26 września 2009

35.

mała niepogoda za oknem, chłodem czuć nawet na brzegu kubka po herbacie.

wychodzę z domu o 8:27, czuję się dziwnie przy tej temperaturze sunąc wilgotnymi chodnikami przyodzianą w krótki rękawek, dookoła ludzie w szalikach i ciepłych swetrach. spustoszenie w głowie, chaos, trening, spotkanie z Aleksandrą, obejrzany skazany na blues.
a to wszystko jest jak przepalające się żarówka, raz gaśnie, by znów przez ułamek chwili rozpromienić ciemność, jaką pozostawiła. w Twoich oczach nie widzę żadnego wyroku, są mętne. prawda w nich jest dobrze zakamuflowana, a może nazbyt trywialna.

życie jest sztampowe, jakieś lepkie, mdłe. marzy mi się. oj, marzy. wszystko, co widziałam w filmach, o czym donoszą mi strzępy rozmów okalające słuch w tramwajach i niebo, jeszcze bardziej szare niż wczoraj. przecież za dziesięć lat bardziej żałowała będę tego, czego nie zrobiłam niż tego, co zrobiłam. balsamuję moje porażki, znów wyrzucam tą samą ilość oczek na kostce do gry, gry losu.
gdzie ty, kurwa, jesteś? i kim ty, kurwa, jesteś?

"Smutek jest samowystarczalny: by odczuć jednak pełną wartość radości, musisz mieć kogoś, by się nią podzielić."
- Mark Twain

piątek, 25 września 2009

34.

ze strzępów nadziei przelawającej się przez sito paranoi parzę herbatę, najlepszą w świecie, sycę się jej zapachem, lekarstwem na wszystko, nawet na bezsenne noce.

chciałabym te wszystkie zgryzoty przykryć kocem koloru wiśniowego, cisnąć nim gdzieś na pole wypełnione po brzegi żonkilami, a potem napawać się wszystkim, co pozostało.

wracam do domu, snując się ulicami, sącząc wieczorne powietrze. to dziwne, ale zawsze, kiedy chcę trwać tak jak najdłużej, droga do domu skraca się, kiedy jednak jestem już spóźniona i jedyne o czym marzę to o filiżance gorącej czekolady, droga się wydłuża. chłód zza okna wdziera się do pokoju z pomarańczowymi ścianami, moja lampa naftowa jeszcze nigdy nie zapłonęła, właściwie nie wiem, dlaczego ciągle z tym zwlekam.

i ta ulica mnie drażni i cała ta szarzyzna dnia i nocy, to miasto, moja grzywka i to, że herbata się kończy.

"Tak to już bywa, że kiedy człowiek ucieka przed swoim strachem, może się przekonać, że zdąża jedynie skrótem na jego spotkanie."
- J.R.R Tolkien

czwartek, 24 września 2009

33.

któregoś dnia, ciśniesz mną głęboko na dno błękitnej szafki, zamkniesz mnie tam, bez powietrza, snów i kalendarza. wzbierać będą na mnie kłęby kurzu, coraz grubsze warstwy będą oplatały moje brązowo rude włosy.
kiedyś wyciągniesz mnie, opuszkami palców rozetrzesz zmęczenie na powiekach i muśniesz krwistoczerwone usta, rozkołyszesz mnie powoli nutami wspomnień, choć wewnętrzny niepokój wypali mi rzęsy to ślad krzyża twojego wzroku będzie najgłębiej.

głód koncertów, żelki przed komputerem, siedzę w niskim pomarańczowo czerwonym fotelu, a podniebienie uraczyłam dziś jeszcze fastfoodami.
przeznaczenie chciałabym utkać, przerabiać i naszywać, niczym krawiec w swoim zakładzie na poddaszu, poddaszu życia, gdzieś za regałami.

wulgarnie spłodzone dziś pachnie duchotą i znużeniem. mój mózg i ciało uśmiercają te wszystkie chwile by wskrzeszać je, by zmartwychwstawały, kiedy pragnę przyglądać się ich martwym ciałom. wtedy wstają, otrzepują się z ukruchów śmierci, jakimi są opruszone, przyglądają się niebu zasnutym gromadą ciemnych chmur, wtedy swoim zażenowaniem działają niczym młot pneumatyczny niszczący spektakularnie królestwo naiwności pod czaszką.

ta jesienna aura tylko potęguje moją tęsknote do kolorów, jabłek, uśmiechów, nabrzmiałych spojrzeń, ramion.

"Jeśli chce się być szczęśliwym, nie wolno gmerać w pamięci."
- Emil Cioran

środa, 23 września 2009

32.

żeby uciec z tego kraju, gdzieś daleko, położyć się wygodnie na leżaku napawając się wieczorem, analizując wszystkie pragnienia, możliwe do zrealizowania. schować się w muzyce przy poświacie gwiezdnego światła.

zaczęła się kalendarzowa jesień, chyba najlepsza z pór roku. na ulicach życie, ludzie zataczający się na chodnikach o porankach, kiedy ich powieki są jeszcze zlepione resztkami snu, z którego wyrwał ich dźwięk budzika, wszystko takie bezpłciowe, rzygotwórcze. jakby jakaś dziwna cisza wgniatała się między lewy a prawy przedsionek serca, miażdżąc przełyk, a także wybudzając ból głowy z krótkiej drzemki poobiedniej, cisza przed burzą, a może już po burzy. wrzaski wyobraźni przeplatanej z frustracją, które wzbierają we mnie tylko wewnętrzny bełkot.

nie mam na nic czasu, a kiedy już wyciągnę go trochę z kieszeni to zaczyna brakować mi ochoty i entuzjazmu do tego wszystkiego, no, przede wszystkim wytrwałości. nie posprzątam w łazience, i tak zaraz będzie brudna. nogi uginają mi się pod wspomnieniami wydłubanymi gdzieś z zagłębień pamięci, chyba one podtrzymują pracę serca, cały ten chaos.

"Jeśli jest we mnie ludzka dusza, tchnij ją w nową kukłę i baw się nią."
- Tadeusz Nalepa

sobota, 19 września 2009

31.

bóle przeziębieniowe zaczynają milknąć. spotykam się z Aleksandrą, najlepszy scenariusz wrześniowej soboty. mijają godziny, jak zawsze, zostawiam za sobą wszystkie te zakręty z kwiatami we włosach. po tych godzinach odprowadzam ją na przystanek, czuję tylko zapach rozgniecionych mirabelek, które czynią schody granatowymi, w uszach szumi stairway to heaven.
mam na sobie kolor brązowy, popijam herbatę o smaku owoców leśnych, szóstą już dzisiaj, niebo za oknem jest różowo fioletowe, jak nigdy dotąd. słońce słania się na swoich chudych nóżkach, dzień dogasa. wieczór powoli przedziera się do mieszkania, nie zapalę żarówki, będę siedziała w półmroku, przecież nie lubię jasności. powieki stają się cieższe, tusz na nich zaczyna się kruszyć, źrenice jak u narkomana, to, co lubię w sobie najbardziej, właściwie, jedyne, co lubię.

w żyłach przelewa mi się jeszcze niepewność przeradzająca się w drżenie przed widokiem tych oczu i drażni mnie perspektywa najbliższych miesięcy, dobry dzień dzisiejszy.

zatrzymajmy się na chwile, by przeczytać ten skrawek dnia ubrany w słowa, banalnie, bez poczucia stylu, ot co!

"Kiedy już umrzesz, ustawiony jesteś do końca życia. "
- Jimi Hendrix

środa, 16 września 2009

30.

kiedy wszystko zaczyna się nagle pieprzyć, kiedy wszelaka nadzieja staje się tylko narzędziem do wywiercania dziur w głowie, to nie pozostaje nic jak tylko siedzieć przed tym monitorem, patrząc co chwila na beztroskie owady, lgnące bezmyślnie do jego światła. być może oczekują od światła, czegoś, czego pragną, być może popycha je tam wrodzony instynkt, jednak przez całą tą wędrówkę giną, prędzej czy później, porażone prądem czy zgniecione ludzką ręką. chyba czasami jest tak też z nami. chyba cała nasza droga ku marzeniom, jest otoczona ich trupami. albo giniemy sami z rozczarowania, z żalu lub niespełnienia, albo ktoś nas rozgniata, najzwyczajniej w świecie.

proszę, spotkajmy się w przyszłym życiu, kiedy będziemy bezmyślnymi ćmami, pędzącymi do latarnianego światła o zmroku.

"Tajemniczy oksymoron oddechu: dmuchasz na zupę, by ją schłodzić, dmuchasz na ręce, by je ogrzać."
- Jonathan Carroll

niedziela, 13 września 2009

29.

nie potrafię znaleźć choćby jednego powodu dla którego jestem tutaj, dla którego żyję, jednak znam wiele powodów, by odejść stąd w jedną z płowiejących nocy otoczonych pewną enigmą. chyba narysowałam na piasku linię moich marzeń, przekonań, wiary, której nigdy nie miałam z nadzieją, że będzie tam trwała każdej nocy, każdego dnia i każdego snu, lecz chyba w tej chwili na morzu, zwanym moim życiem, pojawił się sztorm zmywając błyskawicznie ową linie z zapomnianego brzegu, pozostawiając piasek nienaruszonym, jak gdyby nigdy niczego w sobie nie krył.

zrzuciłam z siebie ciężar tajemnic, którego następstwa dodały do mojego życia ograniczenia, jakich wcześniej nie znałam. to chyba jest w nich najgorsze, nawet jeśli wydawało mi się, że nad nimi panuję, że mam nad nimi całkowitą kontrolę, to w końcu wyrwały się z objęć szeptów i milczenia, uświadamiając mi, że tak naprawdę nigdy nad nimi nie panowałam i nigdy nie będę w stanie.

ludzie potrzebują kilku rzeczy, by czuć, że żyją: miłości, wolności, seksu, kogoś bliskiego.. jak więc obudzić w sobie to poczucie, gdy nie posiada się żadnej z wyżej wymienionych?

chyba czuję się, jakbym stała w jednej z najciemniejszych ulic najciemniejszego miasta czując, że robi się coraz chłodniej, choć rumieńce na policzkach stają się coraz bardziej krwistoczerwone, patrząc na wijące się przed moim nieśmiałym wzrokiem kłęby mojego oddechu, gorącego wśród otaczającego mnie mrozu, w jej najciemniejszym zakamarku, w narożniku złudzeń, z którego nie ma odwrotu. życiem nie można kierować za pomocą pilota, przewijając i cofając każdy oddech, każde uderzenia serca w piersi, każdy krok postawiony na ziemie chaotycznie i bez zastanowienia. już zdąrzyło mi się znudzić to uczenie się na błędach.

"Łatwiej powiedzieć „nie” na początku, niż na końcu. "
- Leonardo da Vinci

środa, 9 września 2009

28.

jako jedna z młodych neurotyczek, zawsze wiedziałam, że prędzej czy później, moje życie wywróci się do góry nogami, że moja neurotyczność zacznie zabijać mnie samą, chyba przyszedł powoli, nie pukając do drzwi, lecz raczej przedzierając się przez cienkie kurtyny dobrych wspomnień otaczających moją pamięć, ten moment, w którym potrzebuję jakiegoś znaku, że coś się zmieni, że życie stanie się równie barwne jak szkła na kalejdoskopie, że przestanę żałować licznych rozterek, nadszedł czas, kiedy zdaję sobie sprawę, że nie mam całej wieczności, żeby iść dalej.
chyba czas posiedzieć samej w ciemności, przy niebie, na którym widać małe przebłyski gwiezdnego światła, czuć zapach wieczoru, choć w ciemności rodzi się najczęśniej niepokój i strach przed każdą gałęzią lekko powiewającą przy konającym dniu, na świat przychodzi zwątpienie i melanholia, ta chęć wygnania z siebie wszystkich utrapień razem z łzami mieniącymi się błękitem, jednak odradza się też nadzieja.

"Milszy jest mi pantofelek od Ciebie Ty skurwysynie".
- Andrzej Bursa

środa, 2 września 2009

27.


miłość czasem jest jak śnieg,
co topnieje w ciepłej dłoni,
ale wtedy to już jest,
tylko odrobina wody..


zdjęcie stare, nawet bardzo, zresztą wiadomo, teraz nie zima. nie możemy jak narazie cieszyć oczu widokiem bieli, opadającego z nieba śniegu w brzasku poranka, kiedy powieki jeszcze kleją się do siebie niczym dwa magnesy.
prawda jest dobra, gdy siedzi pod stertą codzienności i milczy, gdy jednak zaczyna do nas docierać, wyrywając z naszych głów kłębki nadziei, zaczyna uwierać, tak, że chciałoby się ją niemal odrzucić, zakopać pod stertami trupów marzeń, żywcem.
kiedyś dojrzejemy, wszyscy, jak dziesiejszy deszcz, uderzymy w ziemię z wielkim łoskotem. inni, odmienieni, choć jednak tacy sami. będziemy kroplami, będziemy przeżywać to życie, tak jak one, powoli, markotnie spływać po szybie, jednak pozostawiąc po sobie długą smugę, ślad swojego istnienia, choć potem jakaś wielka dłoń go zetrze, zginiemy z przeświadczeniem, że nie zginęliśmy w całości omotawszy spojrzeniami przepełnionymi spełnieniem cały ten pieski świat.

tak, życie spłatało mi niespodziankę, z pozoru błacha sprawa kłuje niczym żołądek kurczący się z głodu. dokładnie, choć tym razem doświadczam głodu, który nie ma nic związanego z układem pokarmowym. głód doznań, głód życia, które nie jest tym wymarzonym, choć jedyne o czym marzę to by kiedyś móc stanąć z podniesioną głową, mokrą od kropel deszczu, szczęśliwą krzycząc, że niczego nie żałuję, niczego.

wtorek, 1 września 2009

26.



świat jest skomplikowany i zawikłany w pewną tajemnice, która go otacza, dochodzę do wniosku, gdy opróżniam swoją głowę z wczorajszych snów, po których w głowie pozostaje szarość. jak nagrobek.

siedzimy w parku, chyba właśnie ta przyjaźń jest jedną z niewielu rzeczy, które trzymają mnie w tym miejscu. tak więc słońce oblewa nasze rozanielone własną obecnością twarze, oblewa też liście drzew nadając im melonową barwę, wiatr rozwiewa wątpliwości, które spotengowały się we mnie w ostatnim czasie.
siedzę na uroczej ławeczce koloru kasztanowego i zastanawiam się: czym są sny? to nasze nieurzeczywistnione nadzieje? przepowiednie? karty z odpowiedziami do życia? wskazówki? odwrotność tego, co nastąpi? czy może to, co chcemy zobaczyć, to, czym chcemy cieszyć zmysły, tyle, że nie udaje nam się tego osiągnąć w realnym świecie? a może po prostu niczym?
są pytania, które pozostają pytaniami i nie ma przepisu na życie.
chyba wszyscy zmierzamy do nikąd. chyba za mało rozumiemy. chyba wszystko jest za bardzo zawiłe i poplątane jak kłębek nici lub słuchawki odruchowo wepchnięte do plecaka.
tak, chyba nic tu po mnie.

"Przestałem marzyć. Jak człowiek nie marzy - umiera. "
- Ryszard Riedel

O mnie

Obserwatorzy