piątek, 28 sierpnia 2009

24.

nadal tkwię w tym mieście, piję sok pomarańczowy w wysokiej szklance, tej, którą lubię najbardziej.

siedzę przy oknie i myślę, to dziwne, bo myślenie zawsze przychodzi wtedy, kiedy nie jest potrzebne, wtedy, kiedy zatruwa nam umysł tworząc go przedsionkiem do królestwa melanholii i zwątpienia, które odwiedzamy często.
i pozostaje tylko widmo snów, szczeniackich snów, w których nie dosięga mnie fetor zapomnienia i wyobcowania, gdzie w każdym dostrzegam cząstkę siebie, a ta cała błękitna planeta staje się miejscem wartym wizyty. miejscem, do którego chcemy wracać, pokonywać trudności i wzbijać się ponad kulejące marzenia i świat fikcji oparty na migawkach szczęścia ujrzanych przypadkiem uciekając przed sobą samym pustymi ulicami próbując odnaleźć jakikolwiek sens naszego bytu, który jak narazie maskuje się zgrabnie lub może tylko zdaje się nam, że w ogóle takowy istnieje.
pragnę jeszcze zauważyć, że zamiast przeżywać to życie wolimy o nim opowiadać, gdybać i pisać scenariusze, obawiać się go i próbować je zamknąć w słoik, jakby było czymś materialnym, czymś, nad czym moglibyśmy panować, co trzymalibyśmy w naszych splamionych wyrzutami sumienia i błędami dłoniach.

tak, adrianno, chyba nie jesteś jedyną, której czasami zdarza się żałować.

"I'd rather be hated for who I am, than loved for who I am not."
/Lepiej żeby mnie nienawidzili takim, jaki jestem, niż kochali kogoś, kim nigdy nie będę./
- Kurt Cobain

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy