ostatnie godziny przed wyjazdem. na prawie dwa tygodnie oderwę się od mętnej duszy tego miasta, chyba właściwie jej braku, od nieznajomych twarzy oświetlanych jasnymi promieniami słońca pomniejszących źrenice, tym samym uwidaczniając różnorakie barwy ich oczu mijanych w upalne dni i miejsc, które kryją w sobie jedną z wielu historii, które chciałoby się zniszczyć w swej pamięci, wygryźć ten kawałek czasu, który zatruła. na te kilkanaście dni nie zerkać codziennie rano na ten sam skrawek świata przed oknem wzrokiem kryjącym się za mgłą jeszcze nierozbudzonych zmysłów i pamięci.
na pewno te dni spędzę z nią, tą, która zawsze ma przy sobie jakąś radę, tą, która w ospałym umyśle zapala iskrę nadziei, która to przeradza się niejednokrotnie w ogień, który wypala czasem głębokie dziury nienasycenia, a czasem pozostaje tylko wypalenisko, popiół niezrealizowanych marzeń, które zdążyły się znudzić zanim ujrzały światło dzienne, do których droga w połowie lub może wcześniej bądź później przerwała niczym nić pajęcza.
właściwie mam nadzieję, że te dni zostaną uwieńczone zapomnieniem o codziennych zagwostkach, o nadziejach i marzeniach, które przynoszą więcej szkód niż korzyści, o jakich czytamy w rozmaitych powieśniach i jakich od nich oczekujemy.
"Kiedy zamyka się oczy do snu, dusza zwija się w ciele jak kłębek, pozostawione samemu sobie ciało sprawdza, czy jeszcze istnieje. Wzbudza w sobie wspomnienia, bo każdy wykonany kiedyś gest, każde doznanie zostało przez nie zapamiętane. Ciało ma pamięć absolutną, jego wspomnienia przepadają tylko wtedy, gdy ciało ginie."
- Olga Tokarczuk
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz