najwyraźniej trzeba przywyknąć do tych dni, do nastrojów falujących niczym rtęć, do obłoków przypominających najrozmaitsze szaleństwa moich nadziei, a także do dziwnego uczucia trawiącego człowieka od środka, na które lekarstwem może być tylko kojący balsam łatwowierności, popychający do wiary we wszystko, co przewiduje dla niego dobry scenariusz.
zdarzają się tygodnie, w których optymizm osacza mnie ze wszystkich stron, zamyka się przed niepokojami, nie dając im nawet krzty udziału w moim życiu, jednak potem przychodzą te tygodnie, w których choruję od wspomnień, od nieurzeczywistnionych, pogrzebanych przed laty nadziei, kiedy to, naprawdę mam ochotę pokonać i opuścić ten labirynt splątanych połączeń, zwanych życiem, rzucając tylko kpiącymi spojrzeniami na cały ten świat kocich łbów, w którym dostrzegam tylko brzydotę, lecz wierząc, że jest jeszcze na nim miejsce, gdzie najpiękniejsze zachody słońca jeszcze nie wyblakły, a spokojne, ciemne nocy nie obumarły razem z porankiem pozostawiąc po sobie tylko senne wspomnienie miejsca, do którego chcemy wracać zawsze, zmierzchu zalegających pod gruzami codziennego życia marzeń.
" - Źle pan wygląda - zawyrokował.
- Niestrawność - odparłem.
- Co panu zaszkodziło?
- Życie."
- Carlos Ruiz Zafon
środa, 5 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz