życie bywa gorzkim, jednak te dni mijały zabójczo szybko czyniąc czas nieobecnym, niezauważanym przechodniem.
uciekły w mgnieniu oka, choć początkowo otaczał je swąd rozczarowania, który to chciał ten czas przyspieszyć by móc powrócić do tego, co pozostawiliśmy, do naszej jednostajności napawającej zgiełki poranków i bezsenne noce.
chyba przez odpoczynek od nocy udręczonych kąsającymi wyrzutami sumienia czuję się akuratnie, ale zarazem pusto. czuję pustkę wynikającą z dostrzerzenia błędów, a może bojaźni zwanej samotnością, która nie potrafi znaleźć ujścia by wyciec z mojego ciała jak najdalej stąd pozostawiając wszystko co sukcesywnie zatruwała nienaruszonym lub mocniejszym.
chyba dostrzegam swoją niedojrzałość i chyba wiem, że to ona najbardziej mataczy całe to nieprzeżyte jak narazie życie.
"Szczęście nie jest przecież stanem wiecznym. Zresztą też i nie okresowym. Szczęście to po prostu taki skurcz serca, którego doznaje się czasami, kiedy człowieka przepełnia taka radość, że wprost trudno ją znieść. Znika równie szybko jak się pojawia. I nie ma go, dopóki nie nadejdzie znowu, by sprawić, że człowiek uzna życie za najwspanialszy dar."
- Margit Sandemo
piątek, 21 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz