niedziela, 30 sierpnia 2009

25.

wakacje zmierzają ku mecie. ostatnie dwa dni należałoby wykorzystać w pełni, postawić kropkę nad i. choć chyba wolę je spędzić z nimi, ciesząc się chwilami pędzącymi niczym pociągi przemierzające naszą ulubioną trasę. choć te chwile najlepiej smakują, kiedy myślisz, że nigdy się nie skończą. jednak się kończą, jak dnie, gdy noc przykrywa ich jasność jak gdyby nigdy nic, tak jak kończymy się my.

to zabawne, że wczorajszego wieczoru po raz siódmy obejrzałam ten sam film, po raz siódmy wniknęłam w niego, ciesząc się, płacząc i zastanawiając się nad każdym ruchem aktorów, jakbym widziała go po raz pierwszy.
to taki czas, ani wolność, ani ograniczenie, to czas, w którym trzeba przyzwyczaić się do zmian, jakie w najbliższym czasie na pewno nadejdą niosąc ze sobą bariery nie do przebicia czyniąc życie jeszcze bardziej zaprzątniętym, niż było do tej pory.
tak więc w pierwszym brzasku dnia, kiedy to przez okna wkrada się poświata nadchodzącego dnia, a pokój coraz bardziej jaśnieje dochodzę do wniosku, że ten zwój mięsa, kości, żył, tętnic i chrząstek, jakim jestem, musi przejrzeć po raz ostatni swój album ze wspomnieniami, dokonać ablucji umysłu.
cóż, z życiem jest jak z jedzeniem, najprościej mówiąc. czasem głodujemy, czasem bierzemy garściami, aż się pochorujemy od nadmiaru, a wtedy musimy wszystko wyrzygać, jak najdalej umiemy, żeby oczyścić się od wszystkiego, co nam zalegało na żołądku.

"Człowiek zawsze ma przesadne wyobrażenie o tym, czego nie zna."
- Albert Camus

piątek, 28 sierpnia 2009

24.

nadal tkwię w tym mieście, piję sok pomarańczowy w wysokiej szklance, tej, którą lubię najbardziej.

siedzę przy oknie i myślę, to dziwne, bo myślenie zawsze przychodzi wtedy, kiedy nie jest potrzebne, wtedy, kiedy zatruwa nam umysł tworząc go przedsionkiem do królestwa melanholii i zwątpienia, które odwiedzamy często.
i pozostaje tylko widmo snów, szczeniackich snów, w których nie dosięga mnie fetor zapomnienia i wyobcowania, gdzie w każdym dostrzegam cząstkę siebie, a ta cała błękitna planeta staje się miejscem wartym wizyty. miejscem, do którego chcemy wracać, pokonywać trudności i wzbijać się ponad kulejące marzenia i świat fikcji oparty na migawkach szczęścia ujrzanych przypadkiem uciekając przed sobą samym pustymi ulicami próbując odnaleźć jakikolwiek sens naszego bytu, który jak narazie maskuje się zgrabnie lub może tylko zdaje się nam, że w ogóle takowy istnieje.
pragnę jeszcze zauważyć, że zamiast przeżywać to życie wolimy o nim opowiadać, gdybać i pisać scenariusze, obawiać się go i próbować je zamknąć w słoik, jakby było czymś materialnym, czymś, nad czym moglibyśmy panować, co trzymalibyśmy w naszych splamionych wyrzutami sumienia i błędami dłoniach.

tak, adrianno, chyba nie jesteś jedyną, której czasami zdarza się żałować.

"I'd rather be hated for who I am, than loved for who I am not."
/Lepiej żeby mnie nienawidzili takim, jaki jestem, niż kochali kogoś, kim nigdy nie będę./
- Kurt Cobain

środa, 26 sierpnia 2009

23.

wspaniały dzień, taki odciągający na te kilka godzin od trosk i zmartwień, uwieńczony nocą karmiącą nozdrza lekkim podmuchem wakacyjnego powietrza i zmęczeniem.
snując się ciemnymi ulicami oświetlonym światłem latarni, zerkając na gwieździste niebo i szukając w nim innego, niż było wczoraj. po omacku błądząc myślami w życie, które pozostawiłam za drzwiami domu, które jednak wymknęło się i przebiło osłonę mojej wyobraźni o jaką stałam się bogatsza przez te kilka chwil szczęścia. słuchając muzyki i sycąc się dziwnym pięknem godzin kresu wczorajszego dnia.

chociaż czasem dałabym wszystko, by pamięć, doświadczenia, uczucia, które mną miotają móc zamknąć jak zmęczone powieki i otworzyć razem ze wschodem słońca.

"Co pan robi?
- Czekam na siebie."
- Emil Cioran

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

22.

przeszłość często do nas wraca, wtedy gdy w ogóle nie czekamy na nią przy drzwiach frontowych. gdy jednak chcemy się nią karmić, uciekać w wspomnienia, cieszyć się, że przeżyliśmy coś wspaniałego lub po prostu tęsknimy, to ona nie czeka na nas, nie puka do drzwi, później sami je otwieramy, choć itak nikt przez nie nie przechodzi. nasze oczy nie upajają się widokiem drugiej pary oczu, kwiatów czy pociągów, które stały się symbolem pewnej chwili, której wyczekiwaliśmy, która uleciała niczym para z gorącej herbaty, której nie mogliśmy wypić gdy była gorąca, by nie sparzyć sobie ust, którą wypiliśmy, gdy ostygła, a potem możemy jedynie patrzeć na pustą szklankę, na której pozostał osad i ślad naszych warg.

bo im bardziej upijemy się szczęściem, tym więcej chcemy go, by zatuszować tęsknote za tym, które minęło.

"Przeznaczenie oddaje kobietę pierwszemu. Przypadek - najlepszemu. Wybór - pierwszemu lepszemu."
- Karl Kraus

piątek, 21 sierpnia 2009

21.

życie bywa gorzkim, jednak te dni mijały zabójczo szybko czyniąc czas nieobecnym, niezauważanym przechodniem.
uciekły w mgnieniu oka, choć początkowo otaczał je swąd rozczarowania, który to chciał ten czas przyspieszyć by móc powrócić do tego, co pozostawiliśmy, do naszej jednostajności napawającej zgiełki poranków i bezsenne noce.
chyba przez odpoczynek od nocy udręczonych kąsającymi wyrzutami sumienia czuję się akuratnie, ale zarazem pusto. czuję pustkę wynikającą z dostrzerzenia błędów, a może bojaźni zwanej samotnością, która nie potrafi znaleźć ujścia by wyciec z mojego ciała jak najdalej stąd pozostawiając wszystko co sukcesywnie zatruwała nienaruszonym lub mocniejszym.

chyba dostrzegam swoją niedojrzałość i chyba wiem, że to ona najbardziej mataczy całe to nieprzeżyte jak narazie życie.

"Szczęście nie jest przecież stanem wiecznym. Zresztą też i nie okresowym. Szczęście to po prostu taki skurcz serca, którego doznaje się czasami, kiedy człowieka przepełnia taka radość, że wprost trudno ją znieść. Znika równie szybko jak się pojawia. I nie ma go, dopóki nie nadejdzie znowu, by sprawić, że człowiek uzna życie za najwspanialszy dar."
- Margit Sandemo

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

20.

ostatnie godziny przed wyjazdem. na prawie dwa tygodnie oderwę się od mętnej duszy tego miasta, chyba właściwie jej braku, od nieznajomych twarzy oświetlanych jasnymi promieniami słońca pomniejszących źrenice, tym samym uwidaczniając różnorakie barwy ich oczu mijanych w upalne dni i miejsc, które kryją w sobie jedną z wielu historii, które chciałoby się zniszczyć w swej pamięci, wygryźć ten kawałek czasu, który zatruła. na te kilkanaście dni nie zerkać codziennie rano na ten sam skrawek świata przed oknem wzrokiem kryjącym się za mgłą jeszcze nierozbudzonych zmysłów i pamięci.
na pewno te dni spędzę z nią, tą, która zawsze ma przy sobie jakąś radę, tą, która w ospałym umyśle zapala iskrę nadziei, która to przeradza się niejednokrotnie w ogień, który wypala czasem głębokie dziury nienasycenia, a czasem pozostaje tylko wypalenisko, popiół niezrealizowanych marzeń, które zdążyły się znudzić zanim ujrzały światło dzienne, do których droga w połowie lub może wcześniej bądź później przerwała niczym nić pajęcza.

właściwie mam nadzieję, że te dni zostaną uwieńczone zapomnieniem o codziennych zagwostkach, o nadziejach i marzeniach, które przynoszą więcej szkód niż korzyści, o jakich czytamy w rozmaitych powieśniach i jakich od nich oczekujemy.

"Kiedy zamyka się oczy do snu, dusza zwija się w ciele jak kłębek, pozostawione samemu sobie ciało sprawdza, czy jeszcze istnieje. Wzbudza w sobie wspomnienia, bo każdy wykonany kiedyś gest, każde doznanie zostało przez nie zapamiętane. Ciało ma pamięć absolutną, jego wspomnienia przepadają tylko wtedy, gdy ciało ginie."
- Olga Tokarczuk

środa, 5 sierpnia 2009

19.

najwyraźniej trzeba przywyknąć do tych dni, do nastrojów falujących niczym rtęć, do obłoków przypominających najrozmaitsze szaleństwa moich nadziei, a także do dziwnego uczucia trawiącego człowieka od środka, na które lekarstwem może być tylko kojący balsam łatwowierności, popychający do wiary we wszystko, co przewiduje dla niego dobry scenariusz.
zdarzają się tygodnie, w których optymizm osacza mnie ze wszystkich stron, zamyka się przed niepokojami, nie dając im nawet krzty udziału w moim życiu, jednak potem przychodzą te tygodnie, w których choruję od wspomnień, od nieurzeczywistnionych, pogrzebanych przed laty nadziei, kiedy to, naprawdę mam ochotę pokonać i opuścić ten labirynt splątanych połączeń, zwanych życiem, rzucając tylko kpiącymi spojrzeniami na cały ten świat kocich łbów, w którym dostrzegam tylko brzydotę, lecz wierząc, że jest jeszcze na nim miejsce, gdzie najpiękniejsze zachody słońca jeszcze nie wyblakły, a spokojne, ciemne nocy nie obumarły razem z porankiem pozostawiąc po sobie tylko senne wspomnienie miejsca, do którego chcemy wracać zawsze, zmierzchu zalegających pod gruzami codziennego życia marzeń.

" - Źle pan wygląda - zawyrokował.
- Niestrawność - odparłem.
- Co panu zaszkodziło?
- Życie."
- Carlos Ruiz Zafon

sobota, 1 sierpnia 2009

18.

czas się dłuży jak tania guma do żucia. dnie spędzone na słuchaniu muzyki, unosząc wzrok w niebo i zapominając o obecności wszystkich znajdujących się w pobliżu. chyba trzeba uwierzyć w kłamstwa przyjaciół, kłamstwa rodzące się być może z troski, uwierzyć w nie, by móc pogodzić się z rzeczywistością, która nie odzwierciedla tej wymarzonej, którą opisują coraz to gorsi prozaicy i poeci. chociaż może nie udaje się jej osiągnąć poprzez uważanie jej za nieosiągalną? może strach przed rzuceniem wszystkich przekonań i zwyczajów, strach przed wyjściem na głupca jeszcze bardziej oddala marzenia od urzeczywistnienia się? może dlatego stoimy w miejscu, jakby z niedowładem kończyn, przeklinając cały świat i obarczając wszystkich innych o wyrywanie nam szczęścia z rąk, szczęścia po które nawet nie próbowaliśmy sięgnąć.
później topiąc się w wyrzutach sumienia, że nie zrobiliśmy wszystkiego by uczynić nasze życie takim, jakim chcielibyśmy by było.

pomimo dostrzegania faktów, po wyciągnięciu wniosków niełatwo jest wdrożyć je w swoje życie, właśnie z obawy, właśnie trwoniąc być może najlepsze chwile, którym nie pozwoliliśmy się narodzić, być może zaprzepaszczając największe nadzieje, które tylko czekają by stać się częścią naszego codziennego życia, siedzą w poczekalni przed którą sami zamykamy drzwi.

"- Dlaczego wszyscy tutaj są tak szczęśliwi, a ja nie?
- Dlatego, że nauczyli się widzieć dobro i piękno wszędzie - odrzekł Mistrz.
- Dlaczego więc ja nie widzę wszędzie dobra i piękna?
- Dlatego, że nie możesz widzieć na zewnątrz siebie tego, czego nie widzisz w sobie."
- Anthony de Mello

O mnie

Obserwatorzy