"Wyrzec słowo, by stwierdzić, że głos
Jest krzykiem i nikogo to nie obchodzi.."
bezładna mozaika moich myśli wrzeszczy lejąc się z oczu. zielonym strumieniem nadziei spływającym w ciszę.
/wstałam rano przedwcześnie, stanęłam przed lustrem i zmyłam resztki wczorajszego makijażu lęgnącego się pod rzęsami oblezionymi przez zastygłe ślepe łzy. mgła złowrogo wisiała i sklejała miasto w białą masę przez którą nieskutecznie próbowałam przebić się sennym wzrokiem.
czerwone manekiny z brodą z waty zamknięte za szybą, sine palce wyciągnięte z mokrych butów, pierniki pachnące na stole i przy tym wszystkim cisza, która nieodwracalnie burzy coraz większy obszar mojej wiary, podwalin mojego małego królestwa miłości, którego wizję rozerwały aż do kości czarne kruki ostatnich niespełna trzech miesięcy.
usiadłam w kącie. rozkoszowałam się w tej samej plugawej ciszy każdym słowem, które podkładam pod powieki przed zaśnięciem.
mówię do Ciebie, wieczorną motaniną zmysłów, konfliktem wspomnień, tych rzeczywistych i nie, taką samą ciszą roztrzaskaną o zmarznięte płaty czasu. mówię pod skórę, niemym wrzaskiem, którego wyziewy tamują zakleszczone wargi pod nadzorem szeroko pojętego zdrowego rozsądku.
mam ręce związane niepewnością styczniowego dnia, który ułożony w coś spektakularnego, pewnie okaże się kolejnym małym zgonem, nieprzerwaną powłóczystą ciszą.
środa, 22 grudnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz