wtorek, 5 października 2010

145.

wszystkie chwile powyrywane łapczywie z kontekstu stworzyły jakąś namiastkę całości. takiej cichej.
z niepewnością przytuloną mocno do ciała, czuję jak chłodnieje z każdym oddechem w tym wychłostanym wiatrem ciele schowanym w zielonym płaszczu.
pachnie niczym, a ja obawiam się każdego herbacianego poranka pod płaszczem jesieni i czekam zarazem ze wzrokiem nadzianym na cyfry, co układają się w godziny, co raz późniejsze i coraz bardziej zimne.

ulice toną w szklistych oczach. kroki rozdzierają tafle przekwitniętych liści, co podrywane podmuchami mroźnymi lawirują wyścielając koryta dla stóp.
beznamiętne wargi i blade, aż nadto. nie wiem, jak plunąć słowem, jak patrzeć, słyszeć i czuć. rozgardiasz tylko, nieuczesany, wewnętrzny, demony przeszłości, co karmią się słońcem i burzą, uśmiechem i łzą, tobą i mną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Obserwatorzy